czwartek, 14 listopada 2013

Podróż do źródeł (gorących)



Jest wolne = jest życie.
Infrastruktury na górze pozazdrościć

Tego prostego równania nauczył mnie pierwszy tydzień pracy na genkanie (wejście hotelu, nie recepcja, bo recepcja jest gdzie indziej). Szczegóły podam pewnie w kolejnej notce (jak już trochę tę robotę ogarnę, bo póki co to… EEEEEE…). W każdym razie po zwykłym dniu pracy na mało co mamy już siłę. W minionym tygodniu zaliczyłyśmy więc z Anią i naszą nową koleżanką A. wypad na zakupy do Odawary (rzeczy niezbędne – szampon i 24L wody mineralnej, którą potem targałyśmy do akademika po schodach – GŁUPI POMYSŁ). 

Na szczęście nadszedł upragniony czas 連休 (połączone dni wolne, nasza osobista prośba do kadr) – i to nawet o dzień wcześniej niż miał nadejść, bo wykłóciliśmy się, że nas rąbią na ilości wolnego. Związek Zawodowy Polaków w Hakone, główne postulaty – „Żądamy dwóch dni w tygodniu wolnego i stałego łącza z netem”.

Tak se dymią
Pogoda z rana była złudnie ładna (świeciło słońce, niestety schowało się niemal równo z naszym wyjściem z akademika), więc po wspólnym obiedzie w hotelowej stołówce (na którą oczywiście się spóźniłyśmy, więc Darek zdążył już sam zjeść swoja porcję) ruszyliśmy do gorących źródeł (jak zwał, tak zwał) w Ōwakudani. Źródła te znajdują się na zboczu góry (więc po dwóch przesiadkach z pociągu na kolejkę czekała nas jeszcze podróż kolejką linową i było SUPER, zwłaszcza w połączeniu z pogawędką z parą staruszków, która wsiadła z nami. Niezapomniane „お父さん,うるさいよ!” – w wolnym tłumaczeniu „Ojciec, nie paplaj tyle!” żony do męża, który opowiadał nam pasjonujące historie) i znane są z tego, że wali w nich siarą i można zjeść specjalne czarne jajo ugotowane w tamtejszej wodzie – obydwie rzeczy potwierdzone. Legenda druida głosi, że zjedzenie jednego jaja przedłuża życie o 7 lat. Nie wiem, czy zauważę, bo zjadłam jedno, ale może odbiję sobie za te rujnujące zdrowie studia. 
Na pisanki się nadają


Bo obfotografowaniu wszystkiego, co było do obfotografowania (zdjęcie z Hello Kitty i jej czarnym jajem – MOE), niekupieniu breloczka w kształcie czarnojajecznej Hello Kitty (bo jednak za drogi) i niezobaczeniu Fuji (powinno być ją widać, ale WELL, CHMURY) zjechaliśmy kolejką linową kawałek, a później zeszliśmy już pieszo, bo warto zaoszczędzić 300 yenów, nie? Choć Japończycy, których po drodze pytaliśmy o azymut na Gora Eki (stamtąd już pociągiem prawie pod hotel) twierdzili zgodnie, że 結構時間がかかる („trochę czasu zajmie”) zeszliśmy szybko, a po drodze wstąpiliśmy do uroczej kawiarenki, połączonej z zakładem fotograficznym (serio, rodzinny biznes) gdzie obejrzeliśmy stare zdjęcia Hakone, Ania i Darek zjedli ciasta w kształcie Hakone Ropeway, ja pierwszy w życiu japoński sernik (duże MOE), a w tle leciało „Inochi no namae” ze „Spirited Away” – dlatego teraz też go słucham. 



To był nasz pierwszy deser w Japonii, ale trzeba tu zauważyć, że samo jedzenie zasługuje tu na cały cykl osobnych notek, które może napiszę, gdy już zacznę się orientować, co w ogóle jem. Póki co wygląda to tak, że pytam Japończyka, co to jest, pokazując palcem, a on odpowiada, używając nazwy, której i tak nie znam. Wczoraj objedliśmy się jak dzikie świnie (świecka tradycja tutaj) na wspólnej kolacji ze znajomymi, ale chyba jedyne, czego jestem w niej pewna, to umeshū (wino ze śliwek). 
Story of my life


A jutro impreza w Odawarze z ludźmi z genkanu.

楽しみにしている。

Czyli, że nie mogę się doczekać.

11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Smakuje - UWAGA - jak zwykłe jajo. Bo jest zwykłe, tylko skorupka czernieje z zewnątrz od tej wody.

      Usuń
    2. A na ciepło te jaja są? Na twardo ugotowane?

      Usuń
    3. Gorące, co robiło wrażenie na moich zmarzniętych dłoniach :D Na twardo, nawet dodają Ci sól w paczuszce. Smacznego :D

      Usuń
    4. Ja bym opatentowała do tego kubeczek jogurtu naturalnego prócz soli. xDDDDDD

      Usuń
  2. Dżulia, uwielbiam Cię czytać i to się nie zmienia od ładnych paru lat! <- to był komplement. :D trzymaj się tam!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nienawidzę. Używać wifi. Przez peceta. FAK.
    Piszę komentarz po raz trzeci, więc może tak skrótowo: Spirited Away. I w ogóle filmy z muzą Joe Hisaishi. <3 Magia, nie ścieżka dźwiękowa. A w ogóle, to Ty też jesteś taka spirited away trochę. W sensie, spita daleko albo dalece spita. ^ ^ Nie zawsze, ale bywasz. ; P
    Cieszę się, że poruszyłaś kwestię gastro - liczę na jej kontynuację. Oraz na Tokio. Czyżbym robiła Ci spoiler? : )
    Buziaki. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie Tokio? Poproszę dużo zdjęć : http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:TOD%27S.jpg http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Tama_Art_University_Library.JPG http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Mikimoto_Ginza2.JPG i wszystkiego przy czym pojawi się nazwisko Toyo Ito :) :D

      Usuń
    2. I nie zapomnij o maseczce :P.

      Usuń
    3. Oczywiście, że będzie, mieszkam 80km od Tokio! :P O maseczce się nie da zapomnieć, co drugi tutaj nosi. A zdjęcia porobią, ale nie obiecuje, że już przy pierwszej wizycie w Tokio :D

      Usuń