czwartek, 11 sierpnia 2016

Last three months - 5月/6月/7月

Miałam już nie robić takich zastojów, no ale życie jest ciężkie. Na dodatek ten post piszę z Kagoshimy, bo właśnie jestem w trakcie jednej z kilku letnich wycieczek (przez co zanosi się na jeszcze więcej materiału do opisania), więc widać, jak kiepsko u mnie z organizacją czasu i pracy. Walczę jednak ze sobą, bo do końca pobytu zostały niecałe dwa miesiące, a potem tematy przestaną napływać, więc chcę starać się do ostatniego dnia :) Zanim jednak przyjdzie do opisywania tego, co teraz, czas na fotograficzne podsumowanie maja, czerwca i lipca (z którego wynika, że mam śmieszne życie, ale oceńcie sami).


Dotarłam w końcu do muzeum zupek instant! Najsłynniejsze chyba takie muzeum jest w Yokohamie, ale to "moje" znajduje się w miejscowości Ikeda nieopodal Handaia. Można tam nie tylko poznać historię i metodę produkcji tego ratującego życie japońskiego wynalazku (jednak nie "chińskie zupki"!), ale także za niewielką opłatą skomponować własny instant ramen do zjedzenia w przeciągu miesiąca. Niestety mam zerowe umiejętności manualne i mój kubek nie był tak pięknie ozdobiony, jak kubki malujących obok Japończyków, ale i tak super pamiątka!

Pozostając w klimacie produkcji sztucznego jedzenia (:D), oto etapy powstawania krewetki w tempurze z fabryki atrap potraw, którą odwiedzaliśmy na studenckiej wycieczce (o której wspominałam TUTAJ)


I jeszcze trochę jedzenia, a właściwie moje osusume (rekomendacje) jeżeli chodzi o japońskie szalone smaki. KitKaty we wszystkich smakach świata są już znane w internetach, ale melonowe z Hokkaido (kupione na lotnisku Narita przy okazji) plasują się wysoko w rankingu. Jeżeli natomiast  kiedykolwiek będziecie mieli w Japonii ochotę na słabego (3%) drinka, serdecznie polecam markę Horoyoi, która ma milion smaków i jeszcze nie trafiłam na słaby.



Wreszcie wizyta w Universal Studios Japan! Strasznie droga impreza (jednodniowe wejście kosztuje ponad siedem tysięcy jenów, choć już za dwa many można wykupić roczny karnet i jeżeli lubicie kolejki to tylko ten wariant się opłaca) i najlepiej iść w  towarzystwie kogoś obeznanego z tematem i wiedzącego, jak poruszać się po atrakcjach bez grzęźnięcia na długie godziny w kolejkach do kolejek. Ale warto, jest super! Oczywiście wszyscy jarają się odtworzonym Hogwartem, ale ja wolałam tymczasową ekspozycję z Attack on Titan.



Ponownie (po półtorej roku) na górze Kōya! Tym razem żeby pomedytować (w końcu piszę o tym w pracy), ale nie obyło się bez okolicznościowych pamiątek (Hello Kitty jako Kōbō Daishi, czyli mnich, którego dzieło tłumaczyłam do licencjatu i straciłam na tym trochę zdrowia).


Taką Osakę widuje się, imprezując w dziwnych miejscach (u góry okolice neonu Glico nieopodal Dōtonbori, na dole Umeda widziana z dachu jednego z budynków).


A teraz Yokohama i niemające sobie równych wśród japońskich nabrzeży (...które widziałam do tej pory) Minato Mirai. Yokohama tutaj trochę zaskakuje, ale w lipcu miałam okazję posiedzieć tydzień w Kantō i popocić się nad tłumaczeniami, więc przy okazji poprawiłam też swoje zdanie sprzed dwóch lat  o tym mieście :)


Jeszcze jedno duże koło, tym razem osaczańskie (i największe w Japonii, pisali o tym już chyba wszędzie). Stoi trzy przystanki od mojego kampusu, widzę je przez okna sal wykładowych, ale jeszcze nie jechałam. Może to być news na sierpień :)



Newsem lipca za to jest ekranizacja Gintamy. Tak, wiem jaką opinię mają ekranizacje anime i mang, ALE to Gintama (na dodatek z ekhm... bardzo odpowiadająca mi obsadą :D), więc nie mogę nie wierzyć w sukces. Na dodatek WIEDZIAŁAM, ŻE TAK BĘDZIE. Byłam nawet zobaczyć plan, kiedy kręcili w Kioto (wtedy po części już niestety złożony, ale nadal do rozpoznania). Zasadniczo wiszę na wszystkich portalach informujących o przebiegu zdjęć i tym podobnych, dlatego myślę nieskromnie, że mogę stanowić w przyszłości jedno z lepszych polskich źródeł wiadomości na temat tej produkcji (jeżeli to jest jakakolwiek zasługa...) :D Chyba, że wcześniej dorosnę i przestanę jarać się kreskówką, ale nie zapowiada się!


Dorzucam jeszcze zatrzęsienie gintamowego cosplayu!


Pozostając w mangowych klimatach: serdecznie polecam "Nobunaga concerto", który prawdopodobnie nigdy nie wyjdzie po polsku (choć zgłosiłabym się na tłumacza w ciemno!), bo historia jest raczej średnio interesująca dla nie-japońskich (i nie - japonistycznych) odbiorców. Japońską wersję mogę pożyczyć, bo - jak widać - złapałam je wszystkie! Po prawej natomiast manga o Jezusie i Buddzie, którzy żyją na ziemi i są współlokatorami. Wyczajone przypadkiem, jeszcze nie czytałam, ale kusi.


Żyjąc w Japonii. Jaszczurkę - alpinistę dorwałam na szóstym piętrze biblioteki uniwersyteckiej, ale wieczorami jej koledzy zaglądają mi w okno pokoju. Cykada natomiast bezczelnie chciała się wprosić, ale moskitiera ją powstrzymała. Niestety, na korytarzu nie mamy moskitery, więc zdarzyło mi się już (uzbrojonej w miotłę) walczyć ze skrzeczącym i obijającym się o ściany owadzim przeciwnikiem. Wolałam cykady z Kantō, które nie były tak kontaktowe (widziałam tylko martwe, żywe było tylko słychać). Osaczańskie za bardzo chyba lubią ludzi ;_;


Teatr! Najpierw bunraku, teatr lalkowy, który opisywałam już TUTAJ, choć tym razem oglądałam spektakl w Osace...


... A potem oczywiście Takarazuka! Spektakl o Nobunadze, na dodatek pożegnanie jednego z topów (najważniejszych aktorek w grupie). I okazja do odwiedzenia takarazukowego muzeum i poczucia się jak na scenie (ta, jasne...).


Widok z Kiyomizudery na Kioto tuż przed Gion Matsuri. 


Na koniec hasztag #polishgirls, czyli my... Wszędzie.

3 komentarze:

  1. Nie dociera do mnie, że za miesiąc sama mam tam trafić. o.o Wszystko, co opisujesz, wydawało mi się czymś tak nieosiągalnym, a teraz... Teraz umieram ze strachu przed wyjazdem. xD Niemniej mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć choć część tego, co udało się Tobie! :)
    Słuchaj, mam pytanie. Do jakiego kościoła chodzisz? Internet mówi, że w Minoh jest kościół katolicki, ale wolę się upewnić, jak to tam wygląda. ^^' Bo bynajmniej nie zamierzam sobie robić wakacji od Boga.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz w Osace? Ale świetnie! To był Twój pierwszy wybór?

      W Minoh jest kościół (byłam kilka razy), ja sama chodzę do Senri New Town (http://sntcc.la.coocan.jp/) bo bardziej mi pasuje godzinowo. Poza tym jest jeszcze jeden w Ibaraki, dość blisko i mają msze w soboty, gdyby na pasowała Ci niedziela.

      Powodzenia <3

      Usuń
    2. Tak. :) Bardzo się cieszę. ^^

      Aa, dobra, super. Dziękuję Ci bardzo! :)

      Usuń