sobota, 23 lipca 2016

Jadę, gdzie mnie wiozą - Gifu/Aichi

Druga w tym semestrze studencka wycieczka. Hm… Zastanawiałam się, jak opisać ten wyjazdowy miszmasz, żeby był w tym jakiś sens, ale chyba porzucę nadzieję. Nie było. Przynajmniej jeżeli chodzi o dobór programu, który przedstawiał się następująco:

Widoki w Gujō
1. Gujō – Hachiman (郡上八幡)

Miejscowość w Gifu (prefekturze, której nazwę nadał Oda Nobunaga – zupełnie bezużyteczny fakt historyczny, który musiałam wtrącić ^^), znana z zamku i kilku ulic z drewnianą, tradycyjną zabudową. No więc nie dostaliśmy czasu na oglądanie zamku. Kazali nam patrzeć na te domy. Spoko domy, ale w Kioto na Gion też takie są, więc dlaczego kazali nam jechać aż do Gifu? Tego nie wie nikt. Ale po odejściu nieco od domków trafiało się na rzeczkę, a tam widok był już naprawdę przedni.

2.  Fabryka atrap jedzenia 

Wszystko plastik i wosk
Znacie ten japoński zwyczaj wystawiania w witrynie restauracji atrap wszystkich potraw, żeby klient mógł sobie zobaczyć, jak wygląda jego przyszłe danie? Znacie, wszystkie japoportale o tym wspominają. A więc zawieźli nas do fabryki, która produkuje takie sztuczne jedzenie. Zapowiadało się świetnie, bo na dodatek mieliśmy sami spróbować zrobić taką atrapę, ale… Ale. Na miejscu okazało się, że „pokazanie” nam fabryki de facto ogranicza się do wpuszczenia nas do przyfabrycznego sklepu i małej galerii gotowych produktów, a cały nasz taiken (doświadczenie; chodzi o to, że robisz coś samodzielnie i to ubogaca twoje doświadczenie) związany z robieniem jedzenia z plastiku i wosku ograniczył się do oblania woskowej krewetki (lub woskowego warzywa) panierką z wosku i zrobienia w ten sposób tempury (jedno z moich ulubionych papu: smażone na głębokim tłuszczu żarło w panierce). Jednej osobie zajmowało to średnio 15 sekund. I tyle. Rozumiem, że było nas tam dwustu i to trochę ograniczało pole do popisu, ale jednak spodziewałam się zobaczyć więcej.


Chatka + strzecha
3. Wioska Gero Gasshō  (下呂合掌村)

Czyli wioska złożona z chat krytych strzechą. Dosłownie. Tak zwane gasshōzukiri (合掌造り) domy cechują się spadzistym dachem (w kształcie złożonych dłoni, czyli właśnie  gasshō/合掌) i są w Japonii mega rzadkie. Najpopularniejszym spotem dla fanów historycznej zabudowy jest wioska Shirakawa, leżąca trochę dalej od Osaki niż Gero, ale widać nie pasowała do rozkładu wycieczki. Przed wyjazdem oglądałam na zajęciach filmik o tych chatach i dzięki temu dowiedziałam się, że strasznie trudno je utrzymać (pokrycie dachu zmienia się raz na kilkadziesiąt lat, obecnie kosztuje to fortunę i trwa do miesiąca), więc byłam trochę pod wrażeniem, że nadal stoją… Ale to wciąż domy kryte strzechą ;) W Japonii może faktycznie widok wyjątkowy, w Polsce… Czy ktoś z Was w życiu NIE WIDZIAŁ takiej chatki?

4. Zamek Inuyama (犬山城)
Najlepszy!

Ten akurat stoi już w prefekturze Aichi. Kocham zamki. Na dodatek ten jest najstarszym stojącym nadal zamkiem w kraju, a zbudował go wujek Nobunagi. Czy mogłoby być lepiej (mogło, mógł zbudować go sam Nobunaga, ale już koniec tego fandomu!). Zamek Inuyama jest dość mały, ale bardzo dobrze zachowany i ładny. Był dla mnie najlepszym punktem wycieczki. 

Tak to właśnie wyglądało, plus nocleg z rybną kolacją i takim samym śniadaniem w roli głównej pośrodku. W Gifu byłam pierwszy raz (nie licząc przejeżdżania), więc ogólnie się cieszę, bo widoki piękne. Ale nadal bardziej niż zorganizowane wycieczki wolę prywatne wypady.

次回: WŁAŚCIWIE TO SAMA NIE WIEM, ale jeśli wyrobię się przed końcem lipca i kolejnym (trzymiesięcznym </3) Last Month to opiszę Gion Matsuri (na którym byłam) i Tenjin Matsuri (na który wybieram się pojutrze, trzymajcie kciuki).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza